Problem wałęsających się psów od lat pojawia się w wielu polskich miejscowościach. Teraz niepokojące sygnały docierają z Chmielowa, gdzie mieszkańcy skarżą się na watahę zwierząt przemieszczającą się po wsi. Sprawa była tematem ostatniej sesji Rady Miejskiej w Nowej Dębie.
Podczas czwartkowej (04.09) sesji nowodębskiej rady głos zabrał Damian Wolan, radny, a zarazem sołtys Chmielowa. Podkreślił, że mieszkańcy boją się o bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci:
Zdziczałe psy w Chmielowie
– Ja wiem, że podjęto działania w sprawie wyłapywania psów. Ale jest prośba od mieszkańców, czy też nie poszukać innego rozwiązania, gdyż ta wataha się przemieszcza po Chmielowie. Był też przypadek… Fakt, że posesja była otwarta, ale dziewięć lub więcej psów próbowało zaatakować dziecko. To jest już naprawdę sytuacja niebezpieczna – alarmował sołtys.
Na słowa sołtysa odpowiedział burmistrz Nowej Dęby, Wiesław Ordon:
– To jest poważny problem, z którym trudno sobie poradzić. Ale będziemy podejmować kolejne kroki, żeby ograniczać to zjawisko – zapewnił.
Watahy to zagrożenie
Wałęsające się psy to nie tylko uciążliwość dla mieszkańców. To poważne zagrożenie:
- mogą atakować dzieci, pieszych i rowerzystów,
- stanowią ryzyko dla zwierząt domowych,
- wpływają negatywnie na populację dzikich zwierząt, polując wspólnie jak wilki.
W Polsce podobne zdarzenia były już wielokrotnie nagłaśniane. W marcu 2023 roku w Bukowcu (woj. kujawsko-pomorskie), obok szkoły, psy zaatakowały troje uczniów. Tylko szybka reakcja matki jednego z dzieci zapobiegła tragedii. Najbardziej ucierpiał siedmiolatek, a dwoje nastolatków doznało obrażeń.
Problem ogólnopolski
Problem jest więc ogólnopolski, a w wielu gminach – jak np. w Wolborzu – rozważa się nawet odstrzał najbardziej agresywnych psów.
Zdziczałe psy tworzą watahy i trudno je odłowić. Część z nich ma właścicieli, którzy nie kontrolują swoich zwierząt. Psy uciekają z posesji i dołączają do innych. Brak odpowiedzialności właścicieli oraz deficyt miejsc w schroniskach sprawiają, że gminy borykają się z narastającym kłopotem.
Co zrobić w Chmielowie?
Aby ograniczyć zagrożenie, powinniśmy:
- zgłaszać przypadki agresywnych psów do urzędu gminy lub straży miejskiej,
- nie pozostawiać otwartych posesji, aby psy nie mogły wchodzić na teren,
- edukować właścicieli psów w zakresie obowiązków wynikających z prawa,
- wspierać działania gminy w zakresie wyłapywania i sterylizacji zwierząt.
Sprawa watahy psów w Chmielowie pokazuje, że problem jest realny i wymaga szybkich działań. Każdy przypadek ataku to sygnał alarmowy, którego nie można bagatelizować.
Burmistrz Nowej Dęby zapowiedział kolejne kroki. Mieszkańcy liczą, że przyniosą one wymierne efekty i pozwolą poczuć się bezpiecznie.






